Jak mądrze wspierać dziecko, które korzysta z dodatkowych zajęć?
Korepetytor znaleziony, terminy ustalone, pieniądze płyną co miesiąc. I tu większość rodziców staje przed pytaniem, o którym nikt nie mówi: co dalej należy do mnie? Pilnować? Sprawdzać? Nie wtrącać się wcale? Odpowiedź leży pośrodku, a kilka drobnych decyzji potrafi przesądzić o tym, czy te zajęcia przyniosą efekt.
Zadbaj o warunki, nie o treść
To najprostszy podział ról, jaki można przyjąć: za materiał odpowiada korepetytor, za warunki do pracy odpowiadasz Ty. W praktyce oznacza to ciszę w domu w godzinach zajęć, miejsce przy stole z porządnym światłem, naładowany sprzęt przy lekcjach zdalnych i brak innych obowiązków zaplanowanych na tę godzinę.
Brzmi banalnie, ale to właśnie tu najczęściej coś zgrzyta – zajęcia w kuchni, przy której ktoś gotuje, albo lekcja online z telefonu, bo laptop akurat zajęty.
Nie siadaj obok
Obecność rodzica przy zajęciach, zwłaszcza w przypadku nastolatka, prawie zawsze szkodzi. Dziecko przestaje przyznawać się, że czegoś nie rozumie – bo nie chce wypaść źle przy Tobie – a to jest jedyna rzecz, która na korepetycjach naprawdę musi się wydarzyć.
Wyjątkiem są najmłodsi uczniowie, przy których czasem trzeba pomóc technicznie na początku lekcji zdalnej. Ale i wtedy – pomóc i wyjść.
Nie pytaj codziennie o oceny
Pytanie „i co, była już poprawa?” zadane po drugim spotkaniu jest zrozumiałe i całkowicie kontrproduktywne. Przy zaległościach narastających latami pierwsze widoczne zmiany pojawiają się zwykle po sześciu–ośmiu tygodniach – i często wcale nie w dzienniku.
Zanim poprawią się stopnie, zmienia się coś innego: praca domowa zajmuje mniej czasu, dziecko potrafi zacząć zadanie bez podpowiedzi, przestaje panikować przed sprawdzianem. Warto patrzeć na te sygnały, bo są wcześniejsze i uczciwsze niż ocena, która zależy też od aktywności, zeszytu i terminu kartkówki.
Pilnuj pracy między lekcjami – ale delikatnie
Godzina zajęć tygodniowo to niecały procent tygodnia dziecka. Jeśli między spotkaniami nie dzieje się nic, każda lekcja zaczyna się od powtarzania poprzedniej i korepetycje zamieniają się w drogie dreptanie w miejscu.
Twoja rola nie polega jednak na sprawdzaniu zadań – od tego jest korepetytor. Polega na pilnowaniu, żeby w tygodniu znalazł się na nie czas: dwadzieścia minut dwa razy w tygodniu, o stałej porze, bez negocjacji. To daje więcej niż trzy godziny wieczorem przed lekcją.
Rozmawiaj z korepetytorem, ale nie co tydzień
Rozsądny rytm to krótka rozmowa raz na miesiąc, sześć tygodni. Warto zapytać o trzy rzeczy:
- nad czym akurat pracujecie i dlaczego akurat nad tym,
- czy widać postęp i po czym to poznać,
- czy dziecko pracuje między zajęciami.
Przekaż też informacje, których korepetytor nie ma: że zbliża się sprawdzian z konkretnego działu, że w szkole zmienił się nauczyciel, że w domu dzieje się coś trudnego. To realnie zmienia sposób prowadzenia zajęć.
Uważaj na to, co mówisz o przedmiocie
Zdania w rodzaju „ja też nigdy nie byłem dobry z matematyki” padają z życzliwości – mają pocieszyć. W praktyce dają dziecku gotowe wytłumaczenie, dlaczego nie musi się starać, bo to przecież rodzinne.
To samo dotyczy narzekania na koszty przy dziecku. Do naturalnego oporu dokłada się wtedy poczucie winy, a ono nikogo jeszcze nie zmotywowało do nauki.
Zauważaj wysiłek, nie tylko wynik
Jeśli chwalisz wyłącznie oceny, dziecko z zaległościami przez długie miesiące nie usłyszy od Ciebie nic dobrego – bo zanim stopnie się poprawią, minie pół roku. Zauważaj więc to, co dzieje się wcześniej: że usiadło do zadań bez przypominania, że zrozumiało temat, z którym wcześniej przegrywało, że nie odpuściło przy trudniejszym zadaniu.
Trzy sytuacje, w których warto zareagować
- dziecko wraca z zajęć zniechęcone albo upokorzone – to dyskwalifikuje korepetytora niezależnie od jego wiedzy,
- lekcje sprowadzają się do odrabiania pracy domowej – to wygodne dla wszystkich i bezużyteczne,
- po rozmowie i ustaleniu planu przez kolejny miesiąc nic się nie zmienia – wtedy warto rozważyć zmianę.
I rzecz najważniejsza
Największe wsparcie, jakiego możesz udzielić, to odjęcie dziecku presji, a nie dołożenie jej. Korepetycje są reakcją na ograniczenia szkoły – trzydziestoosobowe klasy i 45 minut na temat – a nie dowodem na to, że dziecko jest gorsze. Jeśli usłyszy to od Ciebie wprost, połowa oporu znika, zanim jeszcze zaczną się zajęcia.
Gdybyś szukał kogoś nowego albo chciał porównać oferty, aktualne ogłoszenia z opiniami wcześniejszych uczniów znajdziesz na korepetycje.pl.